* Oczami Alex*
Właśnie kładłam się spać, kiedy usłyszałam telefon. Wyjęłam go spod poduszki, a w słuchawce usłyszałam Matt'a.
-Kochanie.?
-Co się stało.?
-Mogę teraz do Ciebie przyjść.?
-No oczywiście, ale.. Co się dzieję.? Mat, słyszysz mnie.? -po drugiej stronie telefonu słyszałam już tylko sygnał.
Byłam niesamowicie zmartwiona, nie wiedziałam dlaczego do mnie zadzwonił, był przecież środek nocy. Musiał mieć jakiś problem... Martwiłam się i to bardzo. Chciałam aby jak najszybciej mi wszystko wyjaśnił. Te 5 minut było wiecznością. Po 'krótkim' czasie Matt pojawił się w moim pokoju i czule objął.
-Wszystko w porządku.?- spytałam
-Usiądź- powiedział niezwykle opanowany- Kilka godzin temu zadzwonił do mnie...
-Kto.?!- przerwałam mu
-Dostałem propozycję by grać w Barcelonie
-Tak.?! To cudownie.!- pocałowałam go, jednak on nie okazywał żadnych uczuć
-Coś nie tak.? Przecież zawsze o tym marzyłeś...
-Tak, tylko musiałbym wyjechać do Hiszpanii, a tu jesteś ty.
-Ale Matt.. To było twoje marzenie, czyż nie.?
-No niby tak...
-Taka okazja może się już nie powtórzyć..
-A czy ktoś taki jak ty się jeszcze kiedykolwiek powtórzy.?- po tych słowach przytuliłam się do niego i poczułam, że po moich policzkach spływają łzy.
-Zostanę, z tobą, dla ciebie- pocałował mnie w czoło
-Nie, nie możesz.. To są twoje marzenie, nie możesz ich przeze mnie nie spełnić
-Ale to jest mój wybór...
-Skarbie... Zawiązki na odległość też mają szanse przetrwać, nasz przetrwa... Będziemy codziennie się ze sobą kontaktowali, telefon, skype... Jest mnóstwo możliwości.
-Ale..
-Uda się nam, rozumiesz.?- pocałowałam go delikatnie w usta
-Czyli mam polecieć do Hiszpanii.?
-To jest twój wybór, ale ja wiem, że ty tego pragniesz. Spełniaj swoje marzenia.
-Jutro bym miał wylot..
-Jutro pomogę ci się spakować... Chodź, dziś zostaniesz u mnie- uśmiechnęłam się
-Kocham cię, najmocniej na świecie- uniósł mój podbródek ku górze i złożył na nim wilgotny pocałunek
-Ja ciebie też Matt- wtuliłam się w niego.
Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 28 lutego 2013
środa, 27 lutego 2013
Rozdział 83
Hej ;) Wiem, że dawno nie pisałam, ale nie miałam czasu ;c Za dużo na głowie ;) Teraz postaram się systematyczniej dodawać posty, tak chociaż jeden rozdział na 2 dni, ale przez te 3 dni rozdziały będą każdego dnia, bo.. Szykuje się coś specjalnego ;) A tak w ogóle mam do was ogromną prośbę..;) Macie zapytaj.?;) Jeśli tak to bardzo proszę, pomóżcie mi spełnić marzenia i kliknijcie ten link: http://zapytaj.onet.pl/konkurs/misjazapytaj/7e25040c37badca3c67bb973399192ef6d88f720 wystarczy kliknąć chce pomóc i wypełnić misję, chociaż w połowie ;) Z góry bardzo dziękuję <3
***********************************************
*Oczami Olivii*
-Śniadanie dla mojej królewny- usłyszałam cichy szept i delikatnie otworzyłam powieki. Przy swojej twarzy zobaczyłam Zayna, który złożył na moich ustach
-Jejku nie musiałeś- szeroko się uśmiechnęłam
-Smacznego- uniósł kąciki ust ku górze -Ej skarbie co jest.?- dodał
-O której masz samolot.?
-za 3 godziny
-już.?
-Tak, ale przyjadę jak tylko będę mógł, obiecuję- objął mnie ramieniem
-Będę tęskniła
-Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo.. Idę dopakuję jeszcze kilka rzeczy- dał mi buziaka w policzek
Ja niechętnie zeszłam z łóżka i udałam się do łazienki. Chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Malikiem.
-Zayn- otworzyłam drzwi
-Tak.?
-Chodź, zjemy obiad
-Już idę- dosunął walizkę
Chwilę później siedzieliśmy już przy stole;)
-Wiesz co jest cudowne.?- spytałam, a on spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
-To, że obiecałeś mi, że te dni będą najlepszymi w moim życiu i tak było.
-I tak z każdą chwilą będzie jeszcze cudowniej- ujął moją dłoń
-jestem pewna, że tak będzie- uniosłam kąciki ust ku górze
-Olivia, zaraz muszę jechać na lotnisko...
-Jadę z tobą..
-Ale..
-Spokojnie nic mi nie będzie
Zayn pomógł mi założyć kurtkę i wszedł po schodach po walizki, po czym wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do taksówki. chciałam, aby tak chwila trwała wiecznie, nie chciałam się żegnać z Malikiem, ale wiedziałam, ze to niemożliwe. nie wyobrażałam sobie, że rano nie będę mogła zobaczyć jego twarzy jego uśmiechu, tego błysku w oku... Poczułam, ze do moich oczy napływają łzy.
-Kochanie, nie płacz, niedługo się spotkamy.
-Ja wiem, ale ja nie potrafię..
-Mi też jest ciężko.. ale niedługo już będziemy razem... Tak na zawsze..- wytarł mi łzy z policzka i objął ramieniem
-To już- szepnęłam
- Dobrze ja idę, ty kochanie jeż już do domu- zbliżył się do mnie i namiętnie pocałował
-Szczęśliwej podróży- mimowolnie się uśmiechnęłam- Jak będziesz na miejscu zadzwoń
-Oczywiście- ponownie mnie pocałował- Trzymaj się
Cały czas trzymaliśmy się za ręce i patrzyliśmy sobie w oczy. Nigdy nie myślałam, że rozłąka może tak boleć. Zayn wysiadł z taksówki, a ja pomachałam mu przez szybę, po czym kierowca ruszył.
***********************************************
*Oczami Olivii*
-Śniadanie dla mojej królewny- usłyszałam cichy szept i delikatnie otworzyłam powieki. Przy swojej twarzy zobaczyłam Zayna, który złożył na moich ustach
-Jejku nie musiałeś- szeroko się uśmiechnęłam
-Smacznego- uniósł kąciki ust ku górze -Ej skarbie co jest.?- dodał
-O której masz samolot.?
-za 3 godziny
-już.?
-Tak, ale przyjadę jak tylko będę mógł, obiecuję- objął mnie ramieniem
-Będę tęskniła
-Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo.. Idę dopakuję jeszcze kilka rzeczy- dał mi buziaka w policzek
Ja niechętnie zeszłam z łóżka i udałam się do łazienki. Chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Malikiem.
-Zayn- otworzyłam drzwi
-Tak.?
-Chodź, zjemy obiad
-Już idę- dosunął walizkę
Chwilę później siedzieliśmy już przy stole;)
-Wiesz co jest cudowne.?- spytałam, a on spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
-To, że obiecałeś mi, że te dni będą najlepszymi w moim życiu i tak było.
-I tak z każdą chwilą będzie jeszcze cudowniej- ujął moją dłoń
-jestem pewna, że tak będzie- uniosłam kąciki ust ku górze
-Olivia, zaraz muszę jechać na lotnisko...
-Jadę z tobą..
-Ale..
-Spokojnie nic mi nie będzie
Zayn pomógł mi założyć kurtkę i wszedł po schodach po walizki, po czym wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do taksówki. chciałam, aby tak chwila trwała wiecznie, nie chciałam się żegnać z Malikiem, ale wiedziałam, ze to niemożliwe. nie wyobrażałam sobie, że rano nie będę mogła zobaczyć jego twarzy jego uśmiechu, tego błysku w oku... Poczułam, ze do moich oczy napływają łzy.
-Kochanie, nie płacz, niedługo się spotkamy.
-Ja wiem, ale ja nie potrafię..
-Mi też jest ciężko.. ale niedługo już będziemy razem... Tak na zawsze..- wytarł mi łzy z policzka i objął ramieniem
-To już- szepnęłam
- Dobrze ja idę, ty kochanie jeż już do domu- zbliżył się do mnie i namiętnie pocałował
-Szczęśliwej podróży- mimowolnie się uśmiechnęłam- Jak będziesz na miejscu zadzwoń
-Oczywiście- ponownie mnie pocałował- Trzymaj się
Cały czas trzymaliśmy się za ręce i patrzyliśmy sobie w oczy. Nigdy nie myślałam, że rozłąka może tak boleć. Zayn wysiadł z taksówki, a ja pomachałam mu przez szybę, po czym kierowca ruszył.
piątek, 1 lutego 2013
Rozdział 82
* Oczami Oli *
-Zostaniesz moja żona.?- Spytał ponownie
-Oczywiście- włożył mi na palec pierścionek, po czym zaczęliśmy się niewinnie całować. Po krótkiej chwili pocałunek stał się bardziej namiętny i zachłanny. Po 10 minutach całowania Harry przerwał pocałunek i pociągnął mnie w stronę namiotu, którego prędzej nie zauważyłam. Namiot był przystrojony czerwonymi i kremowymi płatkami róż. ”Pomieszczenie” oświecały małe lampioniki w kształcie serc.. Dziś w Londynie na szczęście nie było pochmurnie, natomiast było bardzo ciepło. W namiocie unosił się zapach różanych olejków do ciała.
-Zostaniesz moja żona.?- Spytał ponownie
-Oczywiście- włożył mi na palec pierścionek, po czym zaczęliśmy się niewinnie całować. Po krótkiej chwili pocałunek stał się bardziej namiętny i zachłanny. Po 10 minutach całowania Harry przerwał pocałunek i pociągnął mnie w stronę namiotu, którego prędzej nie zauważyłam. Namiot był przystrojony czerwonymi i kremowymi płatkami róż. ”Pomieszczenie” oświecały małe lampioniki w kształcie serc.. Dziś w Londynie na szczęście nie było pochmurnie, natomiast było bardzo ciepło. W namiocie unosił się zapach różanych olejków do ciała.
-Na prawdę chcesz tu to zrobić?-
Zapytałam Hazze z ciekawością
-Nooo.. Myślałam, że jeżeli w domu nie
mamy za bardzo czasu ani warunków ze względu na syna to, jeśli jest dziś pod
wspaniałą opieką wujków to może byśmy się zbawili… No chyba, że nie chcesz?
-Oczywiście, że chce tylko wiesz..ymm…
to jest dach wieżowca, 18 piętro …-Powiedziałam z niepewnością i lekkim
strachem w głosie.
-Nie bój się nic nam nie będzie, namiot
jest dość daleko od krawędzi budynku, zresztą tu jest wysoki mur nie masz, o co
się obawiać.- Powiedział mój narzeczony z troską i pewnością w głosie…
Po wypowiedzeniu jego słów wbiłam mu się
w usta. Nasze języki toczyły walkę jak nigdy, żaden z nich nie chciał odpuścić…
Loczek delikatnie mnie położył na łóżku wodnym, które się znajdowało w środku
namiotu. Ani na sekundę nie oderwał się od moich ust, z wyjątkiem chwilowego
zaciągnięcia się tlenem.. Zielonooki lekko rzucił mnie na łóżko, po czym
delikatnie całował mnie po szyi, ściągając coraz niżej moją sukienkę.. Nie pozostawałam
mu dłużna, dlatego jednym zwinnym ruchem ściągnęłam z niego bluzkę, które tylko
zasłaniała jego pięknie wyrzeźbiony tors. Jedną ręką błądziłam po jego plecach,
natomiast drugą postanowiłam go trochę podniecić.. Wsunęłam rękę pod jego obcisłe
rurki, jego kolega był już dość nabrzmiały jednak bez zastanowienia ścisnęłam Hazzakonde.
Dzięki mojemu ruchowi Hazza przestał się ze mną bawić w kotka i myszkę. Agresywnie
ściągnął moją sukienkę, i całował mnie po dalszej części ciała… Po dotarciu do
mojego brzucha odsunął się na chwile, ściągnął swoje spodnie oraz białe
Conversy…
Leżałam na czerwonej jedwabnej pościeli.
Harry położył się nade mną i zaczął mnie namiętnie całować jego ręka
poszukiwała zapięcia od mojego stanika. Kiedy odnalazł ”zgubę” natychmiast odpiął
go i rzucił w kąt namiotu. Po chwili do stanika dołączyły moje czarne koronkowe
majtki.
Czekałam na moment, kiedy Harold wejdzie
we mnie jednak ten czekał jakby na jakieś zaproszenie, w jego oczach można było
dostrzec pożądanie i namiętność, jednak z drugiej strony lekki strach i obawę…
Jego oczy pytały o pozwolenie jak za pierwszym razem, stanowczo kiwnęłam głową
na znak ”TAK”…
Bez zastanowienia wbił się we mnie, a ja
z satysfakcji zaczęłam równo miernie jęczeć…
-Wolniej, proszę…- Wysapałam ostatnimi
siłami
-Zapomnij -Powiedział kpiącym głosem i
dodał- Za długo czekałem na tą chwile…
Mój oddech był już coraz słabszy, dlatego
postanowiłam wziąć to w swoje ”ręce”. Przewróciłam Harry’ego tak, że teraz ja
górowałam, a on był moim podwładnym..
Siedziałam okrakiem na Harrym moje ruchy
były coraz wolniejsze, a Harry błagał o jeszcze, kiedy mój oddech był już umiarkowany
pozwoliłam Harry’emu górować.. Jednak on postanowił długo się tak nie bawić, za
wszelką cenę chciał się zabawić w innych sposób, dlatego nasz sex trwał ok. 2
godzin.. Wypróbowaliśmy jeszcze pozę na pieska, 69, łyżeczkę oraz innych bardzo
meczących, ale zadowalających sexualnie sposobów…
Po naszych igraszkach w namiocie, oby dwoje zmęczeni zasnęliśmy
w swoich objęciach..
Rozdział napisała autorka bloga- my-world-1d.blogspot.com
Ma ona do Was również prośbę, bierze ona udział w konkursie,
który trwa do niedzieli… Polega on na lajkowaniu jej zdjęcia, dlatego będziemy bardzo
wdzięczne, jeśli lajkniecie to zdjęcieWam to zabierze dosłownie sekundę, a dla niej to bardzo wiele
znaczy…
Tak mozna sobie wyobrazić ten namiot, tylko był kolorów takich jak w opisie powyżej i był na 18 piętru wieżowca, a dokładniej na jego dachu....
wtorek, 22 stycznia 2013
Rozdział 81
* Oczami Oli*
Czas ciągnął się niemiłosiernie długo. Byłam bardzo ciekawa, co przygotował dla mnie ten wariat. Nie miałam nic ciekawego do roboty, więc postanowiłam poświęcić więcej czasu na przygotowania. Weszłam do garderoby w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego. Postawiłam na ciemno-beżową sukienkę z asymetrycznym dołem i wysokie brązowe sandały z ćwiekami. Teraz tylko makijaż i jestem gotowa. Kątem oka spojrzałam na zegarek, który wskazywał 17.50 Ostatnie spojrzenie w lustro, szpilki w dłoń i zeszłam na dół, gdzie czekał już na mnie Harry. On też wyglądał zniewalająco.
-Jestem- złożył na moich ustach namiętny pocałunek
-Widzę- uniosła kąciki ust ku górze
-To co idziemy.?- ujął moją dłoń
-Oczywiście- szeroko się uśmiechnęłam
Gdy dotarliśmy na miejsce Harry zawiązał mi przepaską oczy i wziął na ręce. Czułam podmuch wiatru, ale było naprawdę przyjemnie. Po kilku minutach lekko zmęczony Harry sprowadził mnie na ziemię.
-Nie zdejmuj jeszcze opaski- szepnął Harry i delikatnie przygryzł mi ucho
Ponownie ujął moją dłoń i szeptem wskazywał drogę.
-Zatrzymaj się- powiedział tym swoim ujmującym głosem, a ja natychmiast wykonałam polecenie.
Harry odwiązał mi przepaskę z oczu i zaczął składać na mojej szyi delikatne pocałunki.
-Ale tu pięknie- powiedziałam, gdy spojrzałam w górę
-ciesze się, ze ci się podoba.. A teraz spójrz za siebie.
-o przygotowałeś kolację. wiesz.. Nigdy nawet nie myślałam o czymś takim.. To jest takie.. romantyczne.? Tak to chyba dobre określenie- przytuliłam go
-Proszę- odsunął mi krzesełko, sam usiadł na przeciwko
Hazza zapalił świece, otworzył wino i wypełnił nim po brzegi nasze kieliszki.
-Za miłość- uniósł w górę kieliszek
-Za miłość- stuknęłam ponownie mocząc swoje wargi w winie
-Bo wiesz..- zaczął niepewnie- Nie znamy się nie wiadomo jak długo, ale ja cie kocham.. Bardzo cię kocham... I niczego nigdy nie byłem tak pewny jak moich uczuć względem Ciebie. Wiem, że jesteś tą jedyną, tą z którą chcę spędzić resztę życia-w tym momencie Harry uklęknął
-Wyjdziesz za mnie.?- czule powiedział, otwierając pudełeczko z brylantowym pierścionkiem
Czas ciągnął się niemiłosiernie długo. Byłam bardzo ciekawa, co przygotował dla mnie ten wariat. Nie miałam nic ciekawego do roboty, więc postanowiłam poświęcić więcej czasu na przygotowania. Weszłam do garderoby w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego. Postawiłam na ciemno-beżową sukienkę z asymetrycznym dołem i wysokie brązowe sandały z ćwiekami. Teraz tylko makijaż i jestem gotowa. Kątem oka spojrzałam na zegarek, który wskazywał 17.50 Ostatnie spojrzenie w lustro, szpilki w dłoń i zeszłam na dół, gdzie czekał już na mnie Harry. On też wyglądał zniewalająco.
-Jestem- złożył na moich ustach namiętny pocałunek
-Widzę- uniosła kąciki ust ku górze
-To co idziemy.?- ujął moją dłoń
-Oczywiście- szeroko się uśmiechnęłam
Gdy dotarliśmy na miejsce Harry zawiązał mi przepaską oczy i wziął na ręce. Czułam podmuch wiatru, ale było naprawdę przyjemnie. Po kilku minutach lekko zmęczony Harry sprowadził mnie na ziemię.
-Nie zdejmuj jeszcze opaski- szepnął Harry i delikatnie przygryzł mi ucho
Ponownie ujął moją dłoń i szeptem wskazywał drogę.
-Zatrzymaj się- powiedział tym swoim ujmującym głosem, a ja natychmiast wykonałam polecenie.
Harry odwiązał mi przepaskę z oczu i zaczął składać na mojej szyi delikatne pocałunki.
-Ale tu pięknie- powiedziałam, gdy spojrzałam w górę
-ciesze się, ze ci się podoba.. A teraz spójrz za siebie.
-o przygotowałeś kolację. wiesz.. Nigdy nawet nie myślałam o czymś takim.. To jest takie.. romantyczne.? Tak to chyba dobre określenie- przytuliłam go
-Proszę- odsunął mi krzesełko, sam usiadł na przeciwko
Hazza zapalił świece, otworzył wino i wypełnił nim po brzegi nasze kieliszki.
-Za miłość- uniósł w górę kieliszek
-Za miłość- stuknęłam ponownie mocząc swoje wargi w winie
-Bo wiesz..- zaczął niepewnie- Nie znamy się nie wiadomo jak długo, ale ja cie kocham.. Bardzo cię kocham... I niczego nigdy nie byłem tak pewny jak moich uczuć względem Ciebie. Wiem, że jesteś tą jedyną, tą z którą chcę spędzić resztę życia-w tym momencie Harry uklęknął
-Wyjdziesz za mnie.?- czule powiedział, otwierając pudełeczko z brylantowym pierścionkiem
piątek, 11 stycznia 2013
Rozdział 80
* Oczami Harrego *
-Kochanie...- ująłem jej dłoń
-Tak.?- uśmiechnęła się uroczo
-Od kiedy na świat przyszedł Larry mamy mniej czasu dla siebie.. znaczy... Dawno nie byliśmy sam na sam..- objąłem ja w tali i na jej ustach złożyłem wilgotny pocałunek
-No tak, ale przecież..
-Podrzucimy dziś małego chłopakom.?- szeroko się uśmiechnąłem
-W sumie.. Czemu nie.? Raczej się zgodzą.
-Na pewno- poprawiłem ją
-Idę wezmę go na spacer, później wbiję do chłopaków i będę ok. 18 ;) a ty.. Hm.. bądź gotowa, bo mam niespodziankę..
-Ok- dała mi buziaka i poszła na górę, a ja natomiast udałem się do łazienki
Odkręciłem wodę i chlusnąłem sobie nią w twarz, po czym otarłem ją ręcznikiem. Ułożyłem włosy i poszedłem do Oli.
-Już mogę.?- spytałem
-Tak, uważaj na niego- pocałowała Larrego, a potem mnie
Prosto z domu udałem się do Liama, bo tam wszyscy byli. Wniosłem po schodach wózek z małym i wziąłem go na ręce.
-Zobaczcie kogo tu mamy.! - przywitałem ich
-Jak dawno tu nie byliście- powiedział Lou
-No tak, ale dziś to wszystko nadrobimy.. Znaczy mały nadrobi..
-No dobra, a hm.. Jaki powód.?
-Bo.. w ogóle potrzebuje waszej pomocy... Coś romantycznego ;)
-Nie mów, że nie wiesz.. Ty..- odparł Liam
-No tak, ja Harry Styles nie mam pomysłu.. nie chcę kolacji, czy coś... To musi być coś naprawdę wyjątkowego
-Co powiesz na kolację na dachu wieżowca.. no wiesz.. Gwiazdy i te bajery..- nasunął mi pomysł Niall
-Emm.. To jest dobre. A Larry może zostać u was na noc.?
-Jasne, że tak- uśmiechnął się Louis
-A będziesz się nim zajmował.? - spytał Liam
- Z przyjemnością
-Dzięki chłopaki, jesteście wielcy. Ja lecę, bo mam jeszcze parę spraw do załatwienia.. Część- pożegnałem się
-Kochanie...- ująłem jej dłoń
-Tak.?- uśmiechnęła się uroczo
-Od kiedy na świat przyszedł Larry mamy mniej czasu dla siebie.. znaczy... Dawno nie byliśmy sam na sam..- objąłem ja w tali i na jej ustach złożyłem wilgotny pocałunek
-No tak, ale przecież..
-Podrzucimy dziś małego chłopakom.?- szeroko się uśmiechnąłem
-W sumie.. Czemu nie.? Raczej się zgodzą.
-Na pewno- poprawiłem ją
-Idę wezmę go na spacer, później wbiję do chłopaków i będę ok. 18 ;) a ty.. Hm.. bądź gotowa, bo mam niespodziankę..
-Ok- dała mi buziaka i poszła na górę, a ja natomiast udałem się do łazienki
Odkręciłem wodę i chlusnąłem sobie nią w twarz, po czym otarłem ją ręcznikiem. Ułożyłem włosy i poszedłem do Oli.
-Już mogę.?- spytałem
-Tak, uważaj na niego- pocałowała Larrego, a potem mnie
Prosto z domu udałem się do Liama, bo tam wszyscy byli. Wniosłem po schodach wózek z małym i wziąłem go na ręce.
-Zobaczcie kogo tu mamy.! - przywitałem ich
-Jak dawno tu nie byliście- powiedział Lou
-No tak, ale dziś to wszystko nadrobimy.. Znaczy mały nadrobi..
-No dobra, a hm.. Jaki powód.?
-Bo.. w ogóle potrzebuje waszej pomocy... Coś romantycznego ;)
-Nie mów, że nie wiesz.. Ty..- odparł Liam
-No tak, ja Harry Styles nie mam pomysłu.. nie chcę kolacji, czy coś... To musi być coś naprawdę wyjątkowego
-Co powiesz na kolację na dachu wieżowca.. no wiesz.. Gwiazdy i te bajery..- nasunął mi pomysł Niall
-Emm.. To jest dobre. A Larry może zostać u was na noc.?
-Jasne, że tak- uśmiechnął się Louis
-A będziesz się nim zajmował.? - spytał Liam
- Z przyjemnością
-Dzięki chłopaki, jesteście wielcy. Ja lecę, bo mam jeszcze parę spraw do załatwienia.. Część- pożegnałem się
wtorek, 1 stycznia 2013
Rozdział 79
* Oczami Matt'a *
Chciałem aby ten wieczór był wyjątkowy. Kupiłem dobre wino, róże, które chciałem wręczyć Alex, oraz te, których płatki miały być porozrzucane na łóżku. Przy komodzie zapaliłem świece... Chciałem, by było naprawdę romantycznie.
-Kochanie!- usłyszałem wołanie Alex, więc szybko zbiegłem po schodach
-O już jesteś- pocałowałem ją na przywitanie- I jak.?
-Udało się. Niedługo zrobię pierwszą profesjonalną sesję zdjęciową.- rzuciła mi się w ramiona
-Nawet nie wiesz jak się cieszę.!- podzielałem jej entuzjazm
-Jestem spragniona- wbiegła do kuchni po wodę mineralną i rzuciła się na kanapę
-Ej, piękna. nie będziesz siedziała na kanapie. mamy co świętować.- pociągnąłem ją za rękę
-Czekaj..
-Nie ma mowy- wziąłem ją na ręce
Delikatnie otworzyłem drzwi, po czym podszedłem do łóżka, na którym położyłem Alex. Z barku wyjąłem wino i dwa kieliszki.
-Za Ciebie- wzniosłem toast
-Za nas- poprawiła mnie i zamoczyła wargi w wybornym winie
Zacząłem ją całować. Alex odstawiła kieliszek na bok i przyłączyła się do mnie. Pocałunek z każdą chwilą stawał się bardziej namiętny. Alex usiadła na mnie okrakiem i zaczęła rozpinać mi koszule. Delikatnie popchnęła mnie na łóżko i zaczęła całować po szyi, schodząc niżej. Ja także pozbyłem się jej bluzki, delikatnie przygryzając jej ucho. Też zacząłem całować ja po szyi. Nagle to ja znalazłem się na górze. Zacząłem czochrać jej włosy, delikatnie całując w usta. Nasze języki zaczęły toczyć ze sobą walkę, Alex uwielbia, gdy przygryzam jej język, tak też zrobiłem. Ona natomiast znów zaczęła dominować. Zaczęła rozpinać pacek od moich spodni, które po chwili leżały już na ziemi. Zębami odpiąłem jej stanik i zacząłem pieścić jej piersi. Przyłożyłem usta do jej brzucha i złożyłem na nich pocałunek., jednocześnie ściągając z jej ud opinające jeansy. Alex przymknęła na chwilę oczy. Ja wsunąłem palce pod jej koronkowe majtki i odsunąłem je nieco na bok.
-Matt, przepraszam- szepnęła
-Za co.?
-Nie mogę tego zrobić, nie jestem jeszcze gotowa- powiedziała, a ja na jej wargach złożyłem wilgotny pocałunek. Delikatnie ująłem jej twarz i zagarnąłem do tyłu kosmyk włosów, który zakrywał jej cudowne oczy.
-Ja poczekam skarbie... Kocham Cię- pocałowałem ją w czoło.
Chciałem aby ten wieczór był wyjątkowy. Kupiłem dobre wino, róże, które chciałem wręczyć Alex, oraz te, których płatki miały być porozrzucane na łóżku. Przy komodzie zapaliłem świece... Chciałem, by było naprawdę romantycznie.
-Kochanie!- usłyszałem wołanie Alex, więc szybko zbiegłem po schodach
-O już jesteś- pocałowałem ją na przywitanie- I jak.?
-Udało się. Niedługo zrobię pierwszą profesjonalną sesję zdjęciową.- rzuciła mi się w ramiona
-Nawet nie wiesz jak się cieszę.!- podzielałem jej entuzjazm
-Jestem spragniona- wbiegła do kuchni po wodę mineralną i rzuciła się na kanapę
-Ej, piękna. nie będziesz siedziała na kanapie. mamy co świętować.- pociągnąłem ją za rękę
-Czekaj..
-Nie ma mowy- wziąłem ją na ręce
Delikatnie otworzyłem drzwi, po czym podszedłem do łóżka, na którym położyłem Alex. Z barku wyjąłem wino i dwa kieliszki.
-Za Ciebie- wzniosłem toast
-Za nas- poprawiła mnie i zamoczyła wargi w wybornym winie
Zacząłem ją całować. Alex odstawiła kieliszek na bok i przyłączyła się do mnie. Pocałunek z każdą chwilą stawał się bardziej namiętny. Alex usiadła na mnie okrakiem i zaczęła rozpinać mi koszule. Delikatnie popchnęła mnie na łóżko i zaczęła całować po szyi, schodząc niżej. Ja także pozbyłem się jej bluzki, delikatnie przygryzając jej ucho. Też zacząłem całować ja po szyi. Nagle to ja znalazłem się na górze. Zacząłem czochrać jej włosy, delikatnie całując w usta. Nasze języki zaczęły toczyć ze sobą walkę, Alex uwielbia, gdy przygryzam jej język, tak też zrobiłem. Ona natomiast znów zaczęła dominować. Zaczęła rozpinać pacek od moich spodni, które po chwili leżały już na ziemi. Zębami odpiąłem jej stanik i zacząłem pieścić jej piersi. Przyłożyłem usta do jej brzucha i złożyłem na nich pocałunek., jednocześnie ściągając z jej ud opinające jeansy. Alex przymknęła na chwilę oczy. Ja wsunąłem palce pod jej koronkowe majtki i odsunąłem je nieco na bok.
-Matt, przepraszam- szepnęła
-Za co.?
-Nie mogę tego zrobić, nie jestem jeszcze gotowa- powiedziała, a ja na jej wargach złożyłem wilgotny pocałunek. Delikatnie ująłem jej twarz i zagarnąłem do tyłu kosmyk włosów, który zakrywał jej cudowne oczy.
-Ja poczekam skarbie... Kocham Cię- pocałowałem ją w czoło.
czwartek, 27 grudnia 2012
Rozdział 78
* Oczami Zayn'a*
-Chodź- pociągnąłem ją za rękę do pokoju i zacząłem namiętnie całować. Wyszliśmy na taras siadając na huśtawce. Olivia poczuła podmuch zimnego wiatru i otarła dłońmi ramiona. Widząc to mocno ją przytuliłem. Siedzieliście wtuleni w siebie, patrząc w gwiazdy
-A ta gwiazdka będzie nasza...- wskazałem gwiazdkę nad nami
-Kiedy będę w trasie popatrzę na nią i uśmiechnę się wspominając ten wieczór- dodałem
-Kocham cię
-Ja ciebie też..- delikatnie pocałowałem ją w czoło
-Wróć ze mną do Londynu- powiedziałem nieśmiało
-Uwierz mi chciałabym, ale..
-Ale co.?- przerwałem
-Szkoła...Ale po końcu roku....
-Mam czekać aż tyle miesięcy.?
-Pięć...
-No własnie, pięć...
-Ale przecież matura.. Ja nie mogę zmienić szkoły.. To jest ważne...
-Nie musisz martwic się o przyszłość, masz mnie
-Nigdy nic nie wiadomo..- powiedziała szeptem
-Popełniłem kilka błędów, ale jestem pewien, że chcę spędzić resztę życia z tobą.. tobą i kimś jeszcze.. Kimś kto będzie dla mnie ważny tak, jak ty teraz- w oczach Olivii dostrzegłem niepokój
-Chodzi o nasze dziecko- uśmiechnąłem się
-Zayn... Dlaczego dopiero teraz.? Czemu wcześniej tak się zachowywałeś.?
-Tak, wiem, że moje zachowanie hm... Zachowywałem się jak dupek. Wydawało mi się, że to Perrie jest tą jedyną, chciałem ją zatrzymać przy sobie.. Ten wypadek.. Z każdym dniem wyglądałem coraz gorzej... Kiedy się obudziła, dała mi szansę, ale jednak zakończyła ten związek. Jakoś mnie to nie zabolało, zrozumiałem, że chciałem w ten sposób zagłuszyć wyrzuty...
-A jak w ogóle ona się czuje.?
-Z każdym dniem coraz lepiej.. widzę, że ci zimno. Idziemy do środka.?
-a jasne- uniosła kąciki ust ku górze
Poszedłem do kuchni zrobić herbatę, po czym wręczyłem ją Olivii.
-Za trzy dni muszę wracać- usiadłem obok, a ona spojrzała na mnie smutnym wzrokiem
-Ale obiecuję, że ten czas będzie najwspanialszym w twoim życiu- zbliżyłem się do niej i delikatnie musnąłem jej usta.
-Chodź- pociągnąłem ją za rękę do pokoju i zacząłem namiętnie całować. Wyszliśmy na taras siadając na huśtawce. Olivia poczuła podmuch zimnego wiatru i otarła dłońmi ramiona. Widząc to mocno ją przytuliłem. Siedzieliście wtuleni w siebie, patrząc w gwiazdy
-A ta gwiazdka będzie nasza...- wskazałem gwiazdkę nad nami
-Kiedy będę w trasie popatrzę na nią i uśmiechnę się wspominając ten wieczór- dodałem
-Kocham cię
-Ja ciebie też..- delikatnie pocałowałem ją w czoło
-Wróć ze mną do Londynu- powiedziałem nieśmiało
-Uwierz mi chciałabym, ale..
-Ale co.?- przerwałem
-Szkoła...Ale po końcu roku....
-Mam czekać aż tyle miesięcy.?
-Pięć...
-No własnie, pięć...
-Ale przecież matura.. Ja nie mogę zmienić szkoły.. To jest ważne...
-Nie musisz martwic się o przyszłość, masz mnie
-Nigdy nic nie wiadomo..- powiedziała szeptem
-Popełniłem kilka błędów, ale jestem pewien, że chcę spędzić resztę życia z tobą.. tobą i kimś jeszcze.. Kimś kto będzie dla mnie ważny tak, jak ty teraz- w oczach Olivii dostrzegłem niepokój
-Chodzi o nasze dziecko- uśmiechnąłem się
-Zayn... Dlaczego dopiero teraz.? Czemu wcześniej tak się zachowywałeś.?
-Tak, wiem, że moje zachowanie hm... Zachowywałem się jak dupek. Wydawało mi się, że to Perrie jest tą jedyną, chciałem ją zatrzymać przy sobie.. Ten wypadek.. Z każdym dniem wyglądałem coraz gorzej... Kiedy się obudziła, dała mi szansę, ale jednak zakończyła ten związek. Jakoś mnie to nie zabolało, zrozumiałem, że chciałem w ten sposób zagłuszyć wyrzuty...
-A jak w ogóle ona się czuje.?
-Z każdym dniem coraz lepiej.. widzę, że ci zimno. Idziemy do środka.?
-a jasne- uniosła kąciki ust ku górze
Poszedłem do kuchni zrobić herbatę, po czym wręczyłem ją Olivii.
-Za trzy dni muszę wracać- usiadłem obok, a ona spojrzała na mnie smutnym wzrokiem
-Ale obiecuję, że ten czas będzie najwspanialszym w twoim życiu- zbliżyłem się do niej i delikatnie musnąłem jej usta.
wtorek, 25 grudnia 2012
Rozdział 77
* Oczami Zayn'a *
-Ej chłopaki, jest sprawa- wbiegłam z hukiem do domu i rzuciłem się na kanapę
-Co jest.?- spytał Tommo
-Jadę do Polski, tylko hm.. Potrzeby mi adres Olivii.
-Podam ci, ale zależy o co chodzi- zaproponowała swą pomoc Ola
-Nie jestem już z Perrie, tyle że jakoś zbytnio mnie to nie boli.. wydaje mi się...
-Podam ci, jeżeli mi coś obiecasz.
-Jasne..
-Nie zranisz jej.?
-Nie, OBIECUJĘ.- podkreśliłem
-Ok, zapisze ci na kartce, mam nadzieję, że trafisz- sięgnęła po długopis
-Dziękuję- pozwoliłem sobie ją przytulić
-Tyle jest jeden problem... Jak ty tam pojedziesz.?- wtrącił się Liam
-Nie wiem co wybrać, samolot czy samochód...
-A tak to kiedy miałbyś odlot.?
-Nie zorientowałem się jeszcze.
-To wsiadaj w samochód- Harry rzucił mi kluczyki
-Czekajcie, spakuję się- pobiegłem na górę, a po chwili siedziałem już w samochodzie
Kilkadziesiąt godzin później:
Stałem przed ogromnymi frontowymi drzwiami chcąc nacisnąć dzwonek. Po dłuższej chwil zdecydowałem się na ten ruch. Drzwi otworzyła mama Olivii i niepewnie wpuściła mnie do środka. Olivia miała niedługo się pojawić więc poszedłem prosto do jej pokoju. Usiadłem na łóżku i czekałem... Mijały kolejne godziny, a jej nadal nie było. Usłyszałem delikatnie otwierające się drzwi, w których nikt się nie pokazał. Ponownie się zamknęły. Podszedłem nic i je otworzyłem Ujrzałem Olivię, która chciała nacisnąć klamkę. Staliśmy w milczeniu, błądząc wzrokiem po swoich ciałach. Złapałem ją za ramiona i mocno przytuliłem do siebie. Po policzkach zaczęły spływać jej łzy.
-Tak bardzo za tobą tęskniłem- wyszeptałem
-Ja za tobą też- na jej twarzy pojawił się dawno nie widziany już uśmiech
-Przepraszam....- powiedziałem patrząc jej w oczy
-Wybaczam- ponowmnie się we mnie wtuliła
-Ej chłopaki, jest sprawa- wbiegłam z hukiem do domu i rzuciłem się na kanapę
-Co jest.?- spytał Tommo
-Jadę do Polski, tylko hm.. Potrzeby mi adres Olivii.
-Podam ci, ale zależy o co chodzi- zaproponowała swą pomoc Ola
-Nie jestem już z Perrie, tyle że jakoś zbytnio mnie to nie boli.. wydaje mi się...
-Podam ci, jeżeli mi coś obiecasz.
-Jasne..
-Nie zranisz jej.?
-Nie, OBIECUJĘ.- podkreśliłem
-Ok, zapisze ci na kartce, mam nadzieję, że trafisz- sięgnęła po długopis
-Dziękuję- pozwoliłem sobie ją przytulić
-Tyle jest jeden problem... Jak ty tam pojedziesz.?- wtrącił się Liam
-Nie wiem co wybrać, samolot czy samochód...
-A tak to kiedy miałbyś odlot.?
-Nie zorientowałem się jeszcze.
-To wsiadaj w samochód- Harry rzucił mi kluczyki
-Czekajcie, spakuję się- pobiegłem na górę, a po chwili siedziałem już w samochodzie
Kilkadziesiąt godzin później:
Stałem przed ogromnymi frontowymi drzwiami chcąc nacisnąć dzwonek. Po dłuższej chwil zdecydowałem się na ten ruch. Drzwi otworzyła mama Olivii i niepewnie wpuściła mnie do środka. Olivia miała niedługo się pojawić więc poszedłem prosto do jej pokoju. Usiadłem na łóżku i czekałem... Mijały kolejne godziny, a jej nadal nie było. Usłyszałem delikatnie otwierające się drzwi, w których nikt się nie pokazał. Ponownie się zamknęły. Podszedłem nic i je otworzyłem Ujrzałem Olivię, która chciała nacisnąć klamkę. Staliśmy w milczeniu, błądząc wzrokiem po swoich ciałach. Złapałem ją za ramiona i mocno przytuliłem do siebie. Po policzkach zaczęły spływać jej łzy.
-Tak bardzo za tobą tęskniłem- wyszeptałem
-Ja za tobą też- na jej twarzy pojawił się dawno nie widziany już uśmiech
-Przepraszam....- powiedziałem patrząc jej w oczy
-Wybaczam- ponowmnie się we mnie wtuliła
sobota, 22 grudnia 2012
Rozdział 76
Kilkanaście dni później:
* Oczami Zayn'a *
Punkt szesnasta wszedłem do parku. Skręciłem w jedną z alejek, przy której czekała na mnie Perrie.
-Hej- chciałem ja pocałować, ale ona mnie odepchnęła
-Co się stało.?- spytałem zmartwiony
-Zayn, ja po prostu... Nie mogę z tobą być...
-Jak to nie możesz.?
-Wiem, niepotrzebnie dałam Ci nadzieję.. Przykro mi..
-Tak okay, ale dlaczego.?
-Nie mogę zapomnieć o tym, co zrobiłeś..
-ale wiesz przecież, że ja nie...
-Niby tak, ale nie potrafię ci tego wybaczyć, przepraszam- odwróciła się i poszła
Usiadłem na ławce, z kieszeni spodni wyjąłem paczkę papierosów.
-Nie truj się tym- obok mnie usiadła urocza brunetka
-Staram się- uśmiechnąłem się
-Co się stało.?
-Nie, nic..
-Wydaje mi się jednak..
-Naprawdę wszytko jest dobrze. A ty...
-Tak, jestem waszą fanką i nadal nie mogę uwierzyć, ze z tobą rozmawiam.
-Zachowujesz się... Hm.. Dziwnie spokojnie..
-Uwierz mi. nie jest łatwo- cicho się zaśmiała
-Mogę zdjęcie.?- z kieszeni wyciągnęła telefon
-Jasne, że tak - objąłem ja ramieniem
-Dziękuje- przytuliła mnie
-Nie ma za co, mm coś jeszcze dla ciebie- z kieszeni wyciągnąłem małe lustereczko
-Masz coś do pisania.?- spytałem
-Oczywiście- podała mi marker
Wziąłem go od niej, a na tyle lustereczka napisałem 'you are beautiful. Love you, Zayn' i wręczyłem jej.
-Dziękuję- zauważyłem, że po jej policzku spływa łza
-Ej, nie płacz...
-Ale...
-Nie płacz- przytuliłem ją
-wiesz, że właśnie teraz spełniają się moje marzenia.?
-A wiesz, że ciesze się tym razem z tobą.? -uniosłem kąciki ust ku górze- a tak w ogóle ja masz na imię.?
-Amy
-Ładne imię, tak jak ty- zarumieniła się
-Dziękuję.. wiesz co, ja muszę już iść- troszkę posmutniała
-Szkoda, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
-Ja też. Mogę.?- spytała nieśmiało
-Nie, wole, abym ja to zrobił- dałem jej całusa w policzek
-Pa- pomachała mi na pożegnanie, ja odpowiedziałem tym samym
Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie boli mnie rozstanie z Perrie. Dlaczego więc tak bardzo chciałem, aby do mnie wróciła.? Czy to były tylko wyrzuty sumienia.? Ja już chyba naprawdę nic do niej nie czuję... Ale przecież to nie mogło minąć z dnia na dzień. A może już w sylwestra.... Nie, to nie możliwe.
* Oczami Zayn'a *
Punkt szesnasta wszedłem do parku. Skręciłem w jedną z alejek, przy której czekała na mnie Perrie.
-Hej- chciałem ja pocałować, ale ona mnie odepchnęła
-Co się stało.?- spytałem zmartwiony
-Zayn, ja po prostu... Nie mogę z tobą być...
-Jak to nie możesz.?
-Wiem, niepotrzebnie dałam Ci nadzieję.. Przykro mi..
-Tak okay, ale dlaczego.?
-Nie mogę zapomnieć o tym, co zrobiłeś..
-ale wiesz przecież, że ja nie...
-Niby tak, ale nie potrafię ci tego wybaczyć, przepraszam- odwróciła się i poszła
Usiadłem na ławce, z kieszeni spodni wyjąłem paczkę papierosów.
-Nie truj się tym- obok mnie usiadła urocza brunetka
-Staram się- uśmiechnąłem się
-Co się stało.?
-Nie, nic..
-Wydaje mi się jednak..
-Naprawdę wszytko jest dobrze. A ty...
-Tak, jestem waszą fanką i nadal nie mogę uwierzyć, ze z tobą rozmawiam.
-Zachowujesz się... Hm.. Dziwnie spokojnie..
-Uwierz mi. nie jest łatwo- cicho się zaśmiała
-Mogę zdjęcie.?- z kieszeni wyciągnęła telefon
-Jasne, że tak - objąłem ja ramieniem
-Dziękuje- przytuliła mnie
-Nie ma za co, mm coś jeszcze dla ciebie- z kieszeni wyciągnąłem małe lustereczko
-Masz coś do pisania.?- spytałem
-Oczywiście- podała mi marker
Wziąłem go od niej, a na tyle lustereczka napisałem 'you are beautiful. Love you, Zayn' i wręczyłem jej.
-Dziękuję- zauważyłem, że po jej policzku spływa łza
-Ej, nie płacz...
-Ale...
-Nie płacz- przytuliłem ją
-wiesz, że właśnie teraz spełniają się moje marzenia.?
-A wiesz, że ciesze się tym razem z tobą.? -uniosłem kąciki ust ku górze- a tak w ogóle ja masz na imię.?
-Amy
-Ładne imię, tak jak ty- zarumieniła się
-Dziękuję.. wiesz co, ja muszę już iść- troszkę posmutniała
-Szkoda, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
-Ja też. Mogę.?- spytała nieśmiało
-Nie, wole, abym ja to zrobił- dałem jej całusa w policzek
-Pa- pomachała mi na pożegnanie, ja odpowiedziałem tym samym
Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie boli mnie rozstanie z Perrie. Dlaczego więc tak bardzo chciałem, aby do mnie wróciła.? Czy to były tylko wyrzuty sumienia.? Ja już chyba naprawdę nic do niej nie czuję... Ale przecież to nie mogło minąć z dnia na dzień. A może już w sylwestra.... Nie, to nie możliwe.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Rozdział 75
*Oczami Zayna*
-Perrie, kochanie..- dziewczyna poruszyła delikatnie głową
-Idę po lekarza, powiem, że się wybudziłaś- wybiegłem sali
-Panie doktorze, panie doktorze.!- krzyczałem przemierzając korytarz
-Co się stało panie Malik.?
-Perrie, on się wybudziła..
-Już idę- ruszyliśmy w stronę sali
Lekarz podszedł do łóżka Perrie i zbliżył się do niej. Zaczął ją dokładnie oglądać i badać. Powiedział, że jej stan trochę się poprawił, ale na pewno szybko nie wyjdzie ze szpitala. Mimo wszytko cieszyłem się, że otworzyła oczy. Postanowiłam podzielić się tą informacją z resztą.
-Tak.?- usłyszałem głos Liama w słuchawce
-Cześć-krzyknąłem uradowany- Perrie się wybudziła
-Tak.? To cudownie. Możemy ją odwiedzić.?
-Nie wiem, czy lekarz się zgodzi na tak dużo ludzi, ale jeżeli będziecie wchodzili pojedynczo.. Albo zachowywali się spokojnie.. nie to drugie odpada- uśmiechnąłem się pod nosem
-To my niedługo będziemy
-Ok- zakończyłem rozmowę
-Zaraz przyjadą chłopaki, mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko- musnąłem jej dłoń
-Idę po coś do picia. Zaraz będę- udałem się do bufetu
Spotkałem kilka fanek, którym dałem autografy i zrobiłem sobie z nimi zdjęcia. Kiedy ponownie wróciłem do Perrie pod sala siedzieli wszyscy poza Niallem, który był już w środku.
-Przyniosłem ci trochę owoców, no i czekoladę- mówił jednocześnie wyjmując smakołyki na stojącą przy łóżku półkę
-Ile ty tego nakupowałeś.?- zaśmiałem się
-Trochę- odpowiedział otwierając czekoladę
-Perrie, kochanie..- dziewczyna poruszyła delikatnie głową
-Idę po lekarza, powiem, że się wybudziłaś- wybiegłem sali
-Panie doktorze, panie doktorze.!- krzyczałem przemierzając korytarz
-Co się stało panie Malik.?
-Perrie, on się wybudziła..
-Już idę- ruszyliśmy w stronę sali
Lekarz podszedł do łóżka Perrie i zbliżył się do niej. Zaczął ją dokładnie oglądać i badać. Powiedział, że jej stan trochę się poprawił, ale na pewno szybko nie wyjdzie ze szpitala. Mimo wszytko cieszyłem się, że otworzyła oczy. Postanowiłam podzielić się tą informacją z resztą.
-Tak.?- usłyszałem głos Liama w słuchawce
-Cześć-krzyknąłem uradowany- Perrie się wybudziła
-Tak.? To cudownie. Możemy ją odwiedzić.?
-Nie wiem, czy lekarz się zgodzi na tak dużo ludzi, ale jeżeli będziecie wchodzili pojedynczo.. Albo zachowywali się spokojnie.. nie to drugie odpada- uśmiechnąłem się pod nosem
-To my niedługo będziemy
-Ok- zakończyłem rozmowę
-Zaraz przyjadą chłopaki, mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko- musnąłem jej dłoń
-Idę po coś do picia. Zaraz będę- udałem się do bufetu
Spotkałem kilka fanek, którym dałem autografy i zrobiłem sobie z nimi zdjęcia. Kiedy ponownie wróciłem do Perrie pod sala siedzieli wszyscy poza Niallem, który był już w środku.
-Przyniosłem ci trochę owoców, no i czekoladę- mówił jednocześnie wyjmując smakołyki na stojącą przy łóżku półkę
-Ile ty tego nakupowałeś.?- zaśmiałem się
-Trochę- odpowiedział otwierając czekoladę
piątek, 14 grudnia 2012
Rozdział 74
* Oczami Zayn'a *
Zabrali Perrie na blog operacyjny.. Boję się o nią, chcę przestać o tym wszystkim myśleć, bo czuję, za zaraz sobie coś zrobię. Jeśli Perrie odejdzie, nie będzie już tego Zayn'a co kiedyś. Teraz też nim nie jestem. Nie liczy się dla mnie to, czy do mnie wróci, najważniejsze jest to,aby przeżyła.
Kilka dni późnej:
*Oczami Zayn'a*
Perrie nadal jest w śpiączce. Jestem wrakiem człowieka. Blada twarz, sińce pod oczami, bezbarwne usta i serce rozsypane na milion kawałków. Boję się, cholernie się boję. W mojej głowie nadal jest to wydarzenie sprzed kilku dni. Zamykam oczy, a w mojej głowie na nowo odgrywa się ten cały horror. Nadal wierzę, że to wszystko to jeden wielki koszmar, z którego niedługo się wybudzę. Ta szara rzeczywistość mnie przytłacza, każdy dzień jest taki sam. Chłopcy z dziewczynami codziennie odwiedzają Perrie, ja jestem tu non stop, wracam do domu tylko się umyć i przebrać. Od kilku dni nie śpię, boję się, że jak się obudzę jej tu nie będzie.
-To ty byłaś moim ramieniem, ty koiłaś mój ból, a teraz.... Proszę, nie zostawiaj mnie tutaj...- szeptałem, siedząc u niej przy łóżku
Czy ja tak wiele oczekuję od życia.? Ja chcę tylko tego, aby Perrie znów była przy nas, aby wybudziła się ze śpiączki.
-Panie Malik, możemy porozmawiać.?- do sali wszedł lekarz
-Oczywiście
-chodźmy do mojego gabinetu
-Wiem pan, że stan pana dziewczyny jest bardzo ciężki..
-Tak....
-Jest ona już jakiś czas w śpiączce, a jej stan w ogóle się nie polepsza... Chwilami jest nawet gorszy.. Jeżeli będzie tak nadal, niestety, ale będziemy musieli ją odpiąć od aparatury..
-Nie, nie możecie tego zrobić- wybiegłem z sali, a po moich policzkach płynęły łzy
-Perrie, lekarz powiedział mi, że jeżeli twój stan się nie poprawi odłączą cię.. rozumiesz to.? Przecież to dzięki tym wszystkim aparatom tu jeszcze jesteś, to przytrzymuje cie przy życiu.. Ja nie wyobrażam sobie, że-- z każdym następnym słowem głos łamał mi się coraz bardziej. Nagle poczułem, że Perrie delikatne poruszyła palcami.
Zabrali Perrie na blog operacyjny.. Boję się o nią, chcę przestać o tym wszystkim myśleć, bo czuję, za zaraz sobie coś zrobię. Jeśli Perrie odejdzie, nie będzie już tego Zayn'a co kiedyś. Teraz też nim nie jestem. Nie liczy się dla mnie to, czy do mnie wróci, najważniejsze jest to,aby przeżyła.
Kilka dni późnej:
*Oczami Zayn'a*
Perrie nadal jest w śpiączce. Jestem wrakiem człowieka. Blada twarz, sińce pod oczami, bezbarwne usta i serce rozsypane na milion kawałków. Boję się, cholernie się boję. W mojej głowie nadal jest to wydarzenie sprzed kilku dni. Zamykam oczy, a w mojej głowie na nowo odgrywa się ten cały horror. Nadal wierzę, że to wszystko to jeden wielki koszmar, z którego niedługo się wybudzę. Ta szara rzeczywistość mnie przytłacza, każdy dzień jest taki sam. Chłopcy z dziewczynami codziennie odwiedzają Perrie, ja jestem tu non stop, wracam do domu tylko się umyć i przebrać. Od kilku dni nie śpię, boję się, że jak się obudzę jej tu nie będzie.
-To ty byłaś moim ramieniem, ty koiłaś mój ból, a teraz.... Proszę, nie zostawiaj mnie tutaj...- szeptałem, siedząc u niej przy łóżku
Czy ja tak wiele oczekuję od życia.? Ja chcę tylko tego, aby Perrie znów była przy nas, aby wybudziła się ze śpiączki.
-Panie Malik, możemy porozmawiać.?- do sali wszedł lekarz
-Oczywiście
-chodźmy do mojego gabinetu
-Wiem pan, że stan pana dziewczyny jest bardzo ciężki..
-Tak....
-Jest ona już jakiś czas w śpiączce, a jej stan w ogóle się nie polepsza... Chwilami jest nawet gorszy.. Jeżeli będzie tak nadal, niestety, ale będziemy musieli ją odpiąć od aparatury..
-Nie, nie możecie tego zrobić- wybiegłem z sali, a po moich policzkach płynęły łzy
-Perrie, lekarz powiedział mi, że jeżeli twój stan się nie poprawi odłączą cię.. rozumiesz to.? Przecież to dzięki tym wszystkim aparatom tu jeszcze jesteś, to przytrzymuje cie przy życiu.. Ja nie wyobrażam sobie, że-- z każdym następnym słowem głos łamał mi się coraz bardziej. Nagle poczułem, że Perrie delikatne poruszyła palcami.
niedziela, 9 grudnia 2012
Rozdział 73
* Oczami Zayn'a *
-Perrie, wszystko będzie dobrze, zobaczysz.. Proszę, nie zostawiaj mnie..- dławiłem się łzami
Kilka minut, które dla mnie były wiecznością. Strach i myśli że Perrie w każdej chwili może odejść nie dawały mi spokoju.
-Jak coś ci się stanie... -głos łamał mi się z każdym słowem
Po kilku minutach wreszcie zjawiła się karetka. Chciałem do niej wsiąść, ale zostałem odsunięty. Długo stałem bez ruchu, zastanawiając się nad tym co się stało. Poinformowałem chłopaków o całym zajściu i udałem się do szpitala. Dojechałem na miejsce, przed oczami nadal miałem ten samochód i Perrie. Podszedłem do recepcji.
-Kilkanaście minut temu przywieziono to dziewczynę, miała wypadek. Perrie Edwards. Gdzie ona jest.?
-Jesteś kimś z rodziny.?
-Nie, ale jestem jej chłopakiem, to ja wezwałem karetkę.
-Ona jest bardzo słaba
-Ale mogę ja zobaczyć.?
-Tak, sala numer 14.
-Dziękuję- odpowiedziałem i udałem się korytarzem do sali. Im bliżej byłem, tym bardziej bałem się ja zobaczyć, bałem się, że gdy ją zobaczę, gdy zobaczę ten cały ból... Serce waliło mi jak dzwon. Delikatnie otworzyłem drzwi i podszedłem do łóżka Perrie. Mój skarb leżał nieruchomo, jej twarz była strasznie zmasakrowana. Usiadłem na krzesełku i ująłem jej dłoń. Zacząłem płakać.
-Perrie, kochanie... Wszytko będzie dobrze, zobaczysz. Wiem, że ci się uda z tego wyjść, ty jesteś silna... Wiem, że mnie słyszysz.. Wiem, że czujesz moja obecność. Wiedz, że ja cie nie nie opuszczę że cię kocham- potarłem jej dłoń
-Przeprasza cię.. Słyszysz.? Przepraszam cię za to wszytko.. to, że tu jesteś to tylko moja wina.. Gdyby nie to, że....- przerwałem, bo na ekranie aparatu, do którego Perrie była podłączona pojawiła się ciągła kreska
-Lekarza.!- krzyknąłem
Po chwili przy Perrie stał już doktor, który kazał mi opuścić salę. Wyszedłem na korytarz i usiadłem na krześle. Moje ciało drżało, łzy płynęły po moich policzkach, a serce waliło tak mocno, że odczuwałem ból w klatce piersiowej. Bałem się, że ją stracę, że stracę najważniejszą kobietę w moim życiu. Nie mogłem zostać przed salą ani minuty dłużej, wyszedłem na zewnątrz. Usiadłem na schodach i wyjąłem papierosa. Nawet to nie pomogło mi się uspokoić. Lekarze próbowali przywrócić akcje serca Perrie, a ja nie mogłem nic zrobić.
-Perrie, wszystko będzie dobrze, zobaczysz.. Proszę, nie zostawiaj mnie..- dławiłem się łzami
Kilka minut, które dla mnie były wiecznością. Strach i myśli że Perrie w każdej chwili może odejść nie dawały mi spokoju.
-Jak coś ci się stanie... -głos łamał mi się z każdym słowem
Po kilku minutach wreszcie zjawiła się karetka. Chciałem do niej wsiąść, ale zostałem odsunięty. Długo stałem bez ruchu, zastanawiając się nad tym co się stało. Poinformowałem chłopaków o całym zajściu i udałem się do szpitala. Dojechałem na miejsce, przed oczami nadal miałem ten samochód i Perrie. Podszedłem do recepcji.
-Kilkanaście minut temu przywieziono to dziewczynę, miała wypadek. Perrie Edwards. Gdzie ona jest.?
-Jesteś kimś z rodziny.?
-Nie, ale jestem jej chłopakiem, to ja wezwałem karetkę.
-Ona jest bardzo słaba
-Ale mogę ja zobaczyć.?
-Tak, sala numer 14.
-Dziękuję- odpowiedziałem i udałem się korytarzem do sali. Im bliżej byłem, tym bardziej bałem się ja zobaczyć, bałem się, że gdy ją zobaczę, gdy zobaczę ten cały ból... Serce waliło mi jak dzwon. Delikatnie otworzyłem drzwi i podszedłem do łóżka Perrie. Mój skarb leżał nieruchomo, jej twarz była strasznie zmasakrowana. Usiadłem na krzesełku i ująłem jej dłoń. Zacząłem płakać.
-Perrie, kochanie... Wszytko będzie dobrze, zobaczysz. Wiem, że ci się uda z tego wyjść, ty jesteś silna... Wiem, że mnie słyszysz.. Wiem, że czujesz moja obecność. Wiedz, że ja cie nie nie opuszczę że cię kocham- potarłem jej dłoń
-Przeprasza cię.. Słyszysz.? Przepraszam cię za to wszytko.. to, że tu jesteś to tylko moja wina.. Gdyby nie to, że....- przerwałem, bo na ekranie aparatu, do którego Perrie była podłączona pojawiła się ciągła kreska
-Lekarza.!- krzyknąłem
Po chwili przy Perrie stał już doktor, który kazał mi opuścić salę. Wyszedłem na korytarz i usiadłem na krześle. Moje ciało drżało, łzy płynęły po moich policzkach, a serce waliło tak mocno, że odczuwałem ból w klatce piersiowej. Bałem się, że ją stracę, że stracę najważniejszą kobietę w moim życiu. Nie mogłem zostać przed salą ani minuty dłużej, wyszedłem na zewnątrz. Usiadłem na schodach i wyjąłem papierosa. Nawet to nie pomogło mi się uspokoić. Lekarze próbowali przywrócić akcje serca Perrie, a ja nie mogłem nic zrobić.
piątek, 30 listopada 2012
Rozdział 72
* Oczami Perrie *
-Przesłyszało ci się- powiedziała Olivia
-No mimo wszystko, wydaje mi się, że jednak nie...
-To co, chcesz ten zeszyt.?- zmieniła temat Alex
-A zeszyt... Jasne- powiedziałam, a Alex weszła na górę po zeszyt
-To co, kto jest ojcem.?- ponownie zaczęłam rozmowę
-Nie znasz, on jest z Polski.. to mój.. Chłopak- mówiła Olivia
-Proszę- przerwała mi Alex, która pojawiła się przy naszym boku
-a dzięki.. to.. Cześć- pożegnałam się i wyszłam
Pierwsze co zrobiłam to wybrałam numer do Zayna, który jak nigdy nie odebrał mojego telefonu. Poszłam więc do Oli, dać jej zeszyt. Malika tam nie było, chłopcy nie wiedzieli gdzie jest. Postanowiłam go poszukać. Wydawało mi się, że może być w swoim studiu plastycznym. Tak też było. Drzwi były zamknięte, ale na szczęście miałam klucze.
-Cześć- weszłam do środka
-Cześć co się stało.?
-Musimy porozmawiać. Zdradziłeś mnie.?- usiadłam obok i spojrzałam mu głęboko w oczy
-Nie.. Skąd w ogóle takie przypuszczenie.? Przecież ja cię kocham..
-Może i mnie kochasz, ale to nie znaczy, ze nie mogłeś mnie zdradzić. Przespałeś się z Olivią, prawda.?
-Nie.!
-Zayn, nie kłam. Ja i tak wiem swoje.. I ona jest teraz w ciąży.. Możesz powiedzieć prawdę, bo ja i tak ją znam.
-To było tylko ten jeden raz.... w sylwestra.. Ty wyszłaś.. Ja byłem pijany...
-Może zawsze kiedy byłes pijany wskakiwałeś innym do łóżka, co.?
-Perrie, nie mów tak.!
-Przecież taka jest prawda... Skoro po alkoholu nad sobą nie panujesz...
-Ale ja cie kocham.. Daj mi jeszcze jedną szansę... Proszę..
-Nie.. Nie ma już nas- wybiegłam z pomieszczenia
* Oczami Zayna *
Jak to 'nie ma już nas'.? To wszystko to koniec.? Co z tymi pięknymi chwilami, które spędziliśmy razem.? Czy to wszystko już naprawdę skończone.? a tak w ogóle skąd ona wie.? Olivia.. Czy ona jej powiedziała.?
-Perrie.! Zaczekaj.!- krzyknąłem, ale ona nie reagowała. biegła dalej przed siebie.
-Perrie.! Proszę.!- moje oczy zaszły łzami
Biegłem tak szybko jak mogłem, ale mimo wszytko nie byłem w stanie jej dogonić.
-Stój.!- krzyknąłem,a Perrie znalazła się pod kołami samochodu
-Kochanie.. Proszę, nie odchodź, nie zostawiaj mnie..- podbiegłem do niej. Perrie leżała cała zakrwawiona. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem po pogotowie.
-Proszę, nie rób mi tego... Ja cię kocham, rozumiesz.?! Kocham Cie.?!- krzyczałem mając nadzieję, ze jakoś zareaguje
-Przesłyszało ci się- powiedziała Olivia
-No mimo wszystko, wydaje mi się, że jednak nie...
-To co, chcesz ten zeszyt.?- zmieniła temat Alex
-A zeszyt... Jasne- powiedziałam, a Alex weszła na górę po zeszyt
-To co, kto jest ojcem.?- ponownie zaczęłam rozmowę
-Nie znasz, on jest z Polski.. to mój.. Chłopak- mówiła Olivia
-Proszę- przerwała mi Alex, która pojawiła się przy naszym boku
-a dzięki.. to.. Cześć- pożegnałam się i wyszłam
Pierwsze co zrobiłam to wybrałam numer do Zayna, który jak nigdy nie odebrał mojego telefonu. Poszłam więc do Oli, dać jej zeszyt. Malika tam nie było, chłopcy nie wiedzieli gdzie jest. Postanowiłam go poszukać. Wydawało mi się, że może być w swoim studiu plastycznym. Tak też było. Drzwi były zamknięte, ale na szczęście miałam klucze.
-Cześć- weszłam do środka
-Cześć co się stało.?
-Musimy porozmawiać. Zdradziłeś mnie.?- usiadłam obok i spojrzałam mu głęboko w oczy
-Nie.. Skąd w ogóle takie przypuszczenie.? Przecież ja cię kocham..
-Może i mnie kochasz, ale to nie znaczy, ze nie mogłeś mnie zdradzić. Przespałeś się z Olivią, prawda.?
-Nie.!
-Zayn, nie kłam. Ja i tak wiem swoje.. I ona jest teraz w ciąży.. Możesz powiedzieć prawdę, bo ja i tak ją znam.
-To było tylko ten jeden raz.... w sylwestra.. Ty wyszłaś.. Ja byłem pijany...
-Może zawsze kiedy byłes pijany wskakiwałeś innym do łóżka, co.?
-Perrie, nie mów tak.!
-Przecież taka jest prawda... Skoro po alkoholu nad sobą nie panujesz...
-Ale ja cie kocham.. Daj mi jeszcze jedną szansę... Proszę..
-Nie.. Nie ma już nas- wybiegłam z pomieszczenia
* Oczami Zayna *
Jak to 'nie ma już nas'.? To wszystko to koniec.? Co z tymi pięknymi chwilami, które spędziliśmy razem.? Czy to wszystko już naprawdę skończone.? a tak w ogóle skąd ona wie.? Olivia.. Czy ona jej powiedziała.?
-Perrie.! Zaczekaj.!- krzyknąłem, ale ona nie reagowała. biegła dalej przed siebie.
-Perrie.! Proszę.!- moje oczy zaszły łzami
Biegłem tak szybko jak mogłem, ale mimo wszytko nie byłem w stanie jej dogonić.
-Stój.!- krzyknąłem,a Perrie znalazła się pod kołami samochodu
-Kochanie.. Proszę, nie odchodź, nie zostawiaj mnie..- podbiegłem do niej. Perrie leżała cała zakrwawiona. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem po pogotowie.
-Proszę, nie rób mi tego... Ja cię kocham, rozumiesz.?! Kocham Cie.?!- krzyczałem mając nadzieję, ze jakoś zareaguje
poniedziałek, 26 listopada 2012
Rozdział 71
* Oczami Olivii *
-Wierzysz mi.?- spytałam ponownie
-wyjdź- Zayn otworzył drzwi
-Wyjdź- powtórzył
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
-chcę zostać sam, chcę to wszytko przemyśleć..- po tych słowach opuściłam jego sypialnię
Nie chciałam, żeby wszyscy wiedzieli o ciąży, a przynajmniej nie teraz. Jak na razie muszę udawać, że wszystko jest w porządku. Poszłam do łazienki i obmyłam twarz zimna wodą, po czym ponownie zeszłam an dół.
-Będziemy się już zbierali- Alex wstała zza stołu
-No już dość późno- poszłam do przedpokoju
Pożegnałam się z wszystkimi i wyszliśmy. Matt poszedł do kumpla, więc byłam sama z Alex. Miałam okazje żeby z nią o tym wszystkim porozmawiać.
-Siadaj, ja zrobię kawę- poszła do kuchni
-Ok- usiadłam na sofie
-Proszę- Alex wręczyła mi kubek z gorącą kawą
-Co jest.?- usiadła obok
-Zauważyłaś pewnie, jak zmieniło się zachowanie moje i Zayna
-No tak..
-Pamiętasz od kiedy.?
-Chyba od dniu twojego wyjazdu... Kiedy to było.? Nowy rok, no nie.?
-Tak, nowy rok.. A w sylwestra, kiedy Perrie poszła wydarzyło się coś..- Alex dziwnie na mnie spojrzała
-Tak, poszliśmy do łóżka.... Ja się w nim zakochałam...
-Przecież, wiesz, że on i Perrie są zakochani..
-Wiem, ale to nie jest najgorsze... Ostatnio dowiedziałam się, że jestem w ciąży...- ściszyłam ton
Jak w ciąży.? Z Zaynem.?
-Tak, z Zaynem... Nie wiem, jako to się stało.. Byliśmy piani, ok, nie zabezpieczyliśmy się.. Ale jeden raz i od razu dziecko..
-Jesteś w ciąży.? Z kim.?- w progu pojawiła się Perrie
-Hej. co ty tu robisz?- z trudem uśmiechnęłam się
-Wpadłam do was, bo Ola chciała, żebym wzięła jej zeszyt z nutami, czy czymś takim... I usłyszałam o ciąży...
-No tak, będę miała dziecko
-Nie wiem, czy mi się przesłyszało, czy mówiłaś też czyje ono będzie....
-Wierzysz mi.?- spytałam ponownie
-wyjdź- Zayn otworzył drzwi
-Wyjdź- powtórzył
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
-chcę zostać sam, chcę to wszytko przemyśleć..- po tych słowach opuściłam jego sypialnię
Nie chciałam, żeby wszyscy wiedzieli o ciąży, a przynajmniej nie teraz. Jak na razie muszę udawać, że wszystko jest w porządku. Poszłam do łazienki i obmyłam twarz zimna wodą, po czym ponownie zeszłam an dół.
-Będziemy się już zbierali- Alex wstała zza stołu
-No już dość późno- poszłam do przedpokoju
Pożegnałam się z wszystkimi i wyszliśmy. Matt poszedł do kumpla, więc byłam sama z Alex. Miałam okazje żeby z nią o tym wszystkim porozmawiać.
-Siadaj, ja zrobię kawę- poszła do kuchni
-Ok- usiadłam na sofie
-Proszę- Alex wręczyła mi kubek z gorącą kawą
-Co jest.?- usiadła obok
-Zauważyłaś pewnie, jak zmieniło się zachowanie moje i Zayna
-No tak..
-Pamiętasz od kiedy.?
-Chyba od dniu twojego wyjazdu... Kiedy to było.? Nowy rok, no nie.?
-Tak, nowy rok.. A w sylwestra, kiedy Perrie poszła wydarzyło się coś..- Alex dziwnie na mnie spojrzała
-Tak, poszliśmy do łóżka.... Ja się w nim zakochałam...
-Przecież, wiesz, że on i Perrie są zakochani..
-Wiem, ale to nie jest najgorsze... Ostatnio dowiedziałam się, że jestem w ciąży...- ściszyłam ton
Jak w ciąży.? Z Zaynem.?
-Tak, z Zaynem... Nie wiem, jako to się stało.. Byliśmy piani, ok, nie zabezpieczyliśmy się.. Ale jeden raz i od razu dziecko..
-Jesteś w ciąży.? Z kim.?- w progu pojawiła się Perrie
-Hej. co ty tu robisz?- z trudem uśmiechnęłam się
-Wpadłam do was, bo Ola chciała, żebym wzięła jej zeszyt z nutami, czy czymś takim... I usłyszałam o ciąży...
-No tak, będę miała dziecko
-Nie wiem, czy mi się przesłyszało, czy mówiłaś też czyje ono będzie....
piątek, 23 listopada 2012
czwartek, 22 listopada 2012
Rozdział 70
Kilka dni później:
* Oczami Olivii *
-Cześć wszystkim.!- krzyknęłam w progu
-Ty nie żartowałaś.!- Alex rzuciła mi się w ramiona
-Oczywiście, że nie
-Wejdź..
-Bez tego też bym weszła- zaśmiałam się
-Hej.!- do przedpokoju wbiegł Matt
-Zaraz, zaraz....
-Matt się do mnie przeprowadził, Ola mieszka z Harrym i chłopakami..
-własnie,..wybierzemy się do Oli, no nie.?
-Tak jasne...
-ale muszę kupić coś...
-Larr'emu..- uśmiechnął się Matt
-właśnie, Larremu.. Pójdziecie ze mną na zakupy.?
-Oczywiście
Alex i Matt poszli na górę się wyszykować, bo zastałam ich jeszcze w pidżamach... Usiadłam przed tv i zaczęłam skakać po kanałach. Po kilkunastu minutach obydwoje byli już na dole. Postanowiliśmy, że do galerii wybierzemy się pieszo. W drodze zahaczyliśmy jeszcze o MacDonald's. W galerii spędziliśmy około dwóch godzin. Przy okazji i ja kupiłam sobie trochę ciuchów. Uprzedziliśmy Olę o wizycie, więc zostawiliśmy zakupy i poszliśmy ich odwiedzić. Larry był taki śliczny. Te jego zielone oczka.. Cały Harry.. a Ola byłą bardzo szczęśliwa... Harry zrobił nam herbatę i wyjął jakieś ciastka. Siedzieliśmy przy stole i śmialiśmy się.. Niedługo później pojawił się też Niall, Liam i Louis. Przywitałam się z nimi, a chłopcy zaczęli opowiadać co ich dzisiaj spotkało.
-Nigdy nawet nie myślałam, że fanki potrafią być tak szalone.- powiedziałam
-Wolimy raczej określenie gorliwe i pełne pasji- powiedział Lou i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem
-Nigdy nawet nie myślałam, że fanki mogą być tak gorliwe i pełne pasji- poprawiłam się
-Cześć- w progu stanął Zayn
-Co ty tu robisz.?- spojrzał na mnie
Wiem, że bał się wszytki ego.. Bał się, że to może się wydać.. Nikt nie wiedział o tym, co zdarzyło się w sylwestra.. Ale przecież my i tak nie możemy udawać, że nic się nie stało... Muszę z nim porozmawiać...
-Zayn.?- zaczęłam niepewnie
-Tak, jasne.. Chodź na górę..- na jego twarzy pojawił się wymuszony uśmiech
Krętymi schodami udaliśmy się do jego sypialni. Malik otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka, po czym zamknął je na klucz
-Zayn..
-Zapomnijmy o tym...- przerwał mi
-Ja nie mogę..
-Musisz- powiedział stanowczym tonem
-Zayn, ja cie kocham..
-Trudno, nie chciałem tego.. to była tylko jednorazowa przygoda.. Ja mam Perrie, ją kocham
-To nie wszystko.. Ja..
-Co ty.?!
-Ja jestem w ciąży..
-No i co mnie to obchodzi.. Przecież to nie moje dziecko..
-własnie twoje..
-Wkręcasz mnie.. chcesz mnie tym zmusić żebym był z tobą-!- wykrzyczał
-Ni,..Spójrz mi w oczy...- powiedziałam cicho, a Zayn opuścił głowę. Ujęłam jego podbródek tak, aby spojrzał mi w oczy
-Teraz wierzysz.?- szepnęłam
-Nie to nie może być prawdą..
-Ale jest.. Ja jestem w ciąży..
* Oczami Olivii *
-Cześć wszystkim.!- krzyknęłam w progu
-Ty nie żartowałaś.!- Alex rzuciła mi się w ramiona
-Oczywiście, że nie
-Wejdź..
-Bez tego też bym weszła- zaśmiałam się
-Hej.!- do przedpokoju wbiegł Matt
-Zaraz, zaraz....
-Matt się do mnie przeprowadził, Ola mieszka z Harrym i chłopakami..
-własnie,..wybierzemy się do Oli, no nie.?
-Tak jasne...
-ale muszę kupić coś...
-Larr'emu..- uśmiechnął się Matt
-właśnie, Larremu.. Pójdziecie ze mną na zakupy.?
-Oczywiście
Alex i Matt poszli na górę się wyszykować, bo zastałam ich jeszcze w pidżamach... Usiadłam przed tv i zaczęłam skakać po kanałach. Po kilkunastu minutach obydwoje byli już na dole. Postanowiliśmy, że do galerii wybierzemy się pieszo. W drodze zahaczyliśmy jeszcze o MacDonald's. W galerii spędziliśmy około dwóch godzin. Przy okazji i ja kupiłam sobie trochę ciuchów. Uprzedziliśmy Olę o wizycie, więc zostawiliśmy zakupy i poszliśmy ich odwiedzić. Larry był taki śliczny. Te jego zielone oczka.. Cały Harry.. a Ola byłą bardzo szczęśliwa... Harry zrobił nam herbatę i wyjął jakieś ciastka. Siedzieliśmy przy stole i śmialiśmy się.. Niedługo później pojawił się też Niall, Liam i Louis. Przywitałam się z nimi, a chłopcy zaczęli opowiadać co ich dzisiaj spotkało.
-Nigdy nawet nie myślałam, że fanki potrafią być tak szalone.- powiedziałam
-Wolimy raczej określenie gorliwe i pełne pasji- powiedział Lou i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem
-Nigdy nawet nie myślałam, że fanki mogą być tak gorliwe i pełne pasji- poprawiłam się
-Cześć- w progu stanął Zayn
-Co ty tu robisz.?- spojrzał na mnie
Wiem, że bał się wszytki ego.. Bał się, że to może się wydać.. Nikt nie wiedział o tym, co zdarzyło się w sylwestra.. Ale przecież my i tak nie możemy udawać, że nic się nie stało... Muszę z nim porozmawiać...
-Zayn.?- zaczęłam niepewnie
-Tak, jasne.. Chodź na górę..- na jego twarzy pojawił się wymuszony uśmiech
Krętymi schodami udaliśmy się do jego sypialni. Malik otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka, po czym zamknął je na klucz
-Zayn..
-Zapomnijmy o tym...- przerwał mi
-Ja nie mogę..
-Musisz- powiedział stanowczym tonem
-Zayn, ja cie kocham..
-Trudno, nie chciałem tego.. to była tylko jednorazowa przygoda.. Ja mam Perrie, ją kocham
-To nie wszystko.. Ja..
-Co ty.?!
-Ja jestem w ciąży..
-No i co mnie to obchodzi.. Przecież to nie moje dziecko..
-własnie twoje..
-Wkręcasz mnie.. chcesz mnie tym zmusić żebym był z tobą-!- wykrzyczał
-Ni,..Spójrz mi w oczy...- powiedziałam cicho, a Zayn opuścił głowę. Ujęłam jego podbródek tak, aby spojrzał mi w oczy
-Teraz wierzysz.?- szepnęłam
-Nie to nie może być prawdą..
-Ale jest.. Ja jestem w ciąży..
poniedziałek, 19 listopada 2012
Rozdział 69
Następnego dnia:
*Oczami Oli *
Wyszłam ze szpitala, nareszcie. Niedługo przyjadą rodzice. O dziwo, Harry nie zabrał mnie do domu. Bardzo prosił, żebym pojechała z małym do niego. Uległam, no bo mu przecież nie da się nie ulec. Otworzył przed nami drzwi i wpuścił nas do środka. Byliśmy sami. Delikatnie uniósł moją dłoń i poprowadził mnie na górę. Pocałował mnie w szyję i przewiązał mi oczy różową chusteczką. Wziął Larrego na ręce i prowadził mnie gdzieś. Bo chwili zatrzymał się. Delikatnie odwiązał mi przepaskę z oczu.
-To.... Wow- tylko tyle byłam w stanie powiedzieć, a Harry uśmiechnął się
-Podoba ci się.?
-Czy mi się podoba.? Jest.. niesamowity.. Jak ty..
-Ma się swoje sposoby- położył Larrego w łóżeczku, a ten po chwili zasnął
Pokój był cudowny. Ściany były zielone z niebieskimi falami, na których namalowane były rybki. Obok łóżeczka był bujany fotel, natomiast przy nim stała niebieska komoda. Pozostałe meble także były w tym odcieniu. Po środku stał niebieski stolik z zielonymi krzesełkami, na których ułożone były poduszki, wyglądające jak raki. Wszytko tworzyło zgraną całość. Mały zasnął a Harry zaprowadził mnie do sypialni.
-Zamieszkasz ze mną.? -spytał ujmując moją dłoń. Patrzył mi prosto w oczy, w jego widać było maleńkie iskierki. Przybliżyłam się do niego i musnęłam jego wargi.
-Taka odpowiedź ci pasuje.?- czule się uśmiechnęłam
-Jak najbardziej- wróciliśmy do wcześniej wykonywanej czynności
Harry językiem drażnił moje podniebienie,a z mojego gardła wydobywały się ciche pomruki. Zaczęłam całować szyję Hazzy. On posuwał się coraz dalej... Zaczął rozpinać mi koszulę, po chwili na moim ciele została tylko koronkowa bielizna. Ja, pragnąc go coraz bardziej zaczęłam dobierać się do jego spodni, które szybko odpięłam. Jego spojrzenie wrzało, a ja czułam przyjemny prąd przebiegających wzdłuż
mojego podbrzusza. Przyciągnęłam go jednym zdecydowanym ruchem do siebie i wsunęłam delikatnie język w jego usta. Harry zaczął dotykać moich kobiecości. Całowaliśmy się z niesamowitą pasją. Loczek zaczął schodzić niżej. Zaczął pieścić moje piersi, byłam pełna podniecenia. On widział, że chcę więcej. Jego dłonie wsuwając się w wewnętrzną część ud, rozchyliły moje nogi. Moje ciało intensywnie drżało, byłam bliska stracenia zmysłów. Harry wszedł we mnie. Jego przedramiona trzęsły się z wysiłku, jego biodra wykonywały coraz to ostrzejsze ruchy,co doprowadzało mnie do szaleństwa. Harry uniósł głowę i spojrzał w moje oczy. Czułam, że płonę, że tracę kontakt z rzeczywistością. Byłam bliska stracenia zmysłów.
-Kocham Cię- pocałował mnie delikatnie
*Oczami Oli *
Wyszłam ze szpitala, nareszcie. Niedługo przyjadą rodzice. O dziwo, Harry nie zabrał mnie do domu. Bardzo prosił, żebym pojechała z małym do niego. Uległam, no bo mu przecież nie da się nie ulec. Otworzył przed nami drzwi i wpuścił nas do środka. Byliśmy sami. Delikatnie uniósł moją dłoń i poprowadził mnie na górę. Pocałował mnie w szyję i przewiązał mi oczy różową chusteczką. Wziął Larrego na ręce i prowadził mnie gdzieś. Bo chwili zatrzymał się. Delikatnie odwiązał mi przepaskę z oczu.
-To.... Wow- tylko tyle byłam w stanie powiedzieć, a Harry uśmiechnął się
-Podoba ci się.?
-Czy mi się podoba.? Jest.. niesamowity.. Jak ty..
-Ma się swoje sposoby- położył Larrego w łóżeczku, a ten po chwili zasnął
Pokój był cudowny. Ściany były zielone z niebieskimi falami, na których namalowane były rybki. Obok łóżeczka był bujany fotel, natomiast przy nim stała niebieska komoda. Pozostałe meble także były w tym odcieniu. Po środku stał niebieski stolik z zielonymi krzesełkami, na których ułożone były poduszki, wyglądające jak raki. Wszytko tworzyło zgraną całość. Mały zasnął a Harry zaprowadził mnie do sypialni.
-Zamieszkasz ze mną.? -spytał ujmując moją dłoń. Patrzył mi prosto w oczy, w jego widać było maleńkie iskierki. Przybliżyłam się do niego i musnęłam jego wargi.
-Taka odpowiedź ci pasuje.?- czule się uśmiechnęłam
-Jak najbardziej- wróciliśmy do wcześniej wykonywanej czynności
Harry językiem drażnił moje podniebienie,a z mojego gardła wydobywały się ciche pomruki. Zaczęłam całować szyję Hazzy. On posuwał się coraz dalej... Zaczął rozpinać mi koszulę, po chwili na moim ciele została tylko koronkowa bielizna. Ja, pragnąc go coraz bardziej zaczęłam dobierać się do jego spodni, które szybko odpięłam. Jego spojrzenie wrzało, a ja czułam przyjemny prąd przebiegających wzdłuż
mojego podbrzusza. Przyciągnęłam go jednym zdecydowanym ruchem do siebie i wsunęłam delikatnie język w jego usta. Harry zaczął dotykać moich kobiecości. Całowaliśmy się z niesamowitą pasją. Loczek zaczął schodzić niżej. Zaczął pieścić moje piersi, byłam pełna podniecenia. On widział, że chcę więcej. Jego dłonie wsuwając się w wewnętrzną część ud, rozchyliły moje nogi. Moje ciało intensywnie drżało, byłam bliska stracenia zmysłów. Harry wszedł we mnie. Jego przedramiona trzęsły się z wysiłku, jego biodra wykonywały coraz to ostrzejsze ruchy,co doprowadzało mnie do szaleństwa. Harry uniósł głowę i spojrzał w moje oczy. Czułam, że płonę, że tracę kontakt z rzeczywistością. Byłam bliska stracenia zmysłów.
-Kocham Cię- pocałował mnie delikatnie
piątek, 16 listopada 2012
Rozdział 68
* Oczami Oli*
Jestem najszczęśliwszą osobą na świcie. Mam przy sobie ludzi których kocham, mam wspaniałych przyjaciół, którzy cieszą się razem ze mną. Czego chcieć więcej.?
-Zadzwoń do rodziców, chyba że już to zrobiłaś- odezwała się Alex
-Całkowicie wyszło mi to z głowy.!
-to na co czekasz.? Dzwoń.- podała mi telefon
Po kilku sygnałach w słuchawce odezwała się mama.
-Cześć córciu- jej głos przepełniony był miłością
-Mamo..- zaczęłam niepewnie
-Tak.?
-Zostałaś babcią.! -krzyknęłam do telefonu
-Tak.? To Cudownie.!- mówiła uradowana- zamawiamy bilet do Londynu i niedługo cie odwiedzamy. a jak się czujesz.?
-Dobrze.. nie, czuję się cudownie- uśmiechnęłam się pod nosem
-Pozdrów wszystkich..
-Moja mama was pozdrawia- spojrzałam na nich
-My panią tez pozdrawiamy- niemal równocześnie krzyknęli do słuchawki-Pa córciu- rozłączyła się
-Słońce.. Ja idę, ale chyba nie zdążysz się za mną stęsknić, skoro będziesz miała całą resztę..- pocałował mnie w czoło
-Pa.
-Głodny jestem - poinformował nas Niall
-To może tak, kiedy nie jesteś głodny.?- zażartował Louis
-Hmm... nigdy.?- odpowiedział i poszedł do bufetu
* Oczami Nialla *
Ja tak nie mogę.. wiem, że może to dziwne, ale jestem zazdrosny Czuję się taki.. Samotny.? Tak, chyba dobrze to określiłem. Dlaczego tylko ja nie mogę mieć kogoś kto mnie pokocha.? No ok, są fanki.. ale chcę kogoś takiego, kto mnie pokocha za to jaki jestem, a nie kim jestem.. Chciałbym mieć kogoś takiego.. Dziwnie czuje się w towarzystwie chłopaków i Oli z Alex. Oni są tacy szczęśliwi zakochaniu. a ja.? Czuje takie kłucie w sercu... Wydaje mi się, że coś czuję do Alex... Przez ten czas, kiedy Matt był na odwyku bardzo zbliżyliśmy się do siebie.. a ona go kocha.. Powiedziałbym jej to, co czuję, ale boję się... Ona jest szczęśliwa a ja jestem jej przyjacielem.. I nie chcę zmarnować chociaż tego...
Jestem najszczęśliwszą osobą na świcie. Mam przy sobie ludzi których kocham, mam wspaniałych przyjaciół, którzy cieszą się razem ze mną. Czego chcieć więcej.?
-Zadzwoń do rodziców, chyba że już to zrobiłaś- odezwała się Alex
-Całkowicie wyszło mi to z głowy.!
-to na co czekasz.? Dzwoń.- podała mi telefon
Po kilku sygnałach w słuchawce odezwała się mama.
-Cześć córciu- jej głos przepełniony był miłością
-Mamo..- zaczęłam niepewnie
-Tak.?
-Zostałaś babcią.! -krzyknęłam do telefonu
-Tak.? To Cudownie.!- mówiła uradowana- zamawiamy bilet do Londynu i niedługo cie odwiedzamy. a jak się czujesz.?
-Dobrze.. nie, czuję się cudownie- uśmiechnęłam się pod nosem
-Pozdrów wszystkich..
-Moja mama was pozdrawia- spojrzałam na nich
-My panią tez pozdrawiamy- niemal równocześnie krzyknęli do słuchawki-Pa córciu- rozłączyła się
-Słońce.. Ja idę, ale chyba nie zdążysz się za mną stęsknić, skoro będziesz miała całą resztę..- pocałował mnie w czoło
-Pa.
-Głodny jestem - poinformował nas Niall
-To może tak, kiedy nie jesteś głodny.?- zażartował Louis
-Hmm... nigdy.?- odpowiedział i poszedł do bufetu
* Oczami Nialla *
Ja tak nie mogę.. wiem, że może to dziwne, ale jestem zazdrosny Czuję się taki.. Samotny.? Tak, chyba dobrze to określiłem. Dlaczego tylko ja nie mogę mieć kogoś kto mnie pokocha.? No ok, są fanki.. ale chcę kogoś takiego, kto mnie pokocha za to jaki jestem, a nie kim jestem.. Chciałbym mieć kogoś takiego.. Dziwnie czuje się w towarzystwie chłopaków i Oli z Alex. Oni są tacy szczęśliwi zakochaniu. a ja.? Czuje takie kłucie w sercu... Wydaje mi się, że coś czuję do Alex... Przez ten czas, kiedy Matt był na odwyku bardzo zbliżyliśmy się do siebie.. a ona go kocha.. Powiedziałbym jej to, co czuję, ale boję się... Ona jest szczęśliwa a ja jestem jej przyjacielem.. I nie chcę zmarnować chociaż tego...
wtorek, 13 listopada 2012
Rozdział 67
* Oczami Alex *
Malik, Lou i Liam mieli dla mnie niespodziankę. Nie powiem, że nie, bo byłam bardzo ciekawa tego, co dla mnie przygotowali. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Czas ciągnął mi się niemiłosiernie długo. Spojrzałam na zegarek, którego wskazówki układały się w punkt 16. Po chwili samochód zatrzymał się. Wyszedł z niego Liam i otworzył mi drzwi. Chłopcy zaprowadzili mnie do kawiarni. Nadal nie wiedziałam, co dla mnie przygotowali. Przy jednym ze stolików dostrzegłam Nialla. Siedział tam z kimś. podeszliśmy bliżej.
-Hej- przywitałam się
-Cześć- odpowiedział blondyn, a chłopak siedzący obok odwrócił się w moją stronę i zdjął kaptur.
-M.. Mat.?
-Hej kochanie- uśmiechnął się czule
-Stęskniłam się- rzuciłam mu się w ramiona
-Uwierz mi, ja też.. I to nie wiesz jak bardzo..- zbliżył się do mnie tak, że czułam jego ciepły oddech na szyi. Matt uniósł mój podbródek ku górze i nieśmiało mnie pocałował. W kawiarni było dość dużo ludzi, ale nie przejmowałam się tym zbytnio.Miałam Matta obok siebie i to się liczyło. Nasz pocałunek z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny. Całkowicie zatopiłam się w jego ustach, stęskniłam się za ich smakiem. Matt przerwał pocałunek, ale ja czułam niedosyt. Chłopak spojrzał na mnie porozumiewawczo i udaliśmy się do łazienki. Ponownie zaczęliśmy się całować. Z każdą chwilą stawało się to coraz bardziej emocjonalne. Matt spojrzał mi głęboko w oczy, po czym zatopił swoje wargi w mojej szyi. Na moim ciele pojawiły się przyjemne dreszcze. Błądził rękoma po moim ciele, a ja wbijałam paznokcie w jego plecy, drugą ręką czochrając jego włosy.
-Przepraszam, że przeszkadzam- usłyszeliśmy głos Nialla, który chwilę później stał obok nas
-Tak.?
-Bo... Ola urodziła.!- krzyknął uradowany
-Co.?! Tak się cieszę- szeroko się uśmiechnęłam
-Jedzie....
-Tak, jedziemy do niej- przerwałam mu
Malik, Lou i Liam mieli dla mnie niespodziankę. Nie powiem, że nie, bo byłam bardzo ciekawa tego, co dla mnie przygotowali. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Czas ciągnął mi się niemiłosiernie długo. Spojrzałam na zegarek, którego wskazówki układały się w punkt 16. Po chwili samochód zatrzymał się. Wyszedł z niego Liam i otworzył mi drzwi. Chłopcy zaprowadzili mnie do kawiarni. Nadal nie wiedziałam, co dla mnie przygotowali. Przy jednym ze stolików dostrzegłam Nialla. Siedział tam z kimś. podeszliśmy bliżej.
-Hej- przywitałam się
-Cześć- odpowiedział blondyn, a chłopak siedzący obok odwrócił się w moją stronę i zdjął kaptur.
-M.. Mat.?
-Hej kochanie- uśmiechnął się czule
-Stęskniłam się- rzuciłam mu się w ramiona
-Uwierz mi, ja też.. I to nie wiesz jak bardzo..- zbliżył się do mnie tak, że czułam jego ciepły oddech na szyi. Matt uniósł mój podbródek ku górze i nieśmiało mnie pocałował. W kawiarni było dość dużo ludzi, ale nie przejmowałam się tym zbytnio.Miałam Matta obok siebie i to się liczyło. Nasz pocałunek z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny. Całkowicie zatopiłam się w jego ustach, stęskniłam się za ich smakiem. Matt przerwał pocałunek, ale ja czułam niedosyt. Chłopak spojrzał na mnie porozumiewawczo i udaliśmy się do łazienki. Ponownie zaczęliśmy się całować. Z każdą chwilą stawało się to coraz bardziej emocjonalne. Matt spojrzał mi głęboko w oczy, po czym zatopił swoje wargi w mojej szyi. Na moim ciele pojawiły się przyjemne dreszcze. Błądził rękoma po moim ciele, a ja wbijałam paznokcie w jego plecy, drugą ręką czochrając jego włosy.
-Przepraszam, że przeszkadzam- usłyszeliśmy głos Nialla, który chwilę później stał obok nas
-Tak.?
-Bo... Ola urodziła.!- krzyknął uradowany
-Co.?! Tak się cieszę- szeroko się uśmiechnęłam
-Jedzie....
-Tak, jedziemy do niej- przerwałam mu
niedziela, 11 listopada 2012
Rozdział 66
Trzy miesiące później:
* Oczami Oli *
Wyszłam na taras się przewietrzyć. Usiadłam na huśtawce. Poczułam podmuch zimnego wiatru.
-Harry, kochanie.?- zawołałam
-Tak.?
-Przyniesiesz mi koc.?
-Oczywiście.-odpowiedział a po chwili stał już przy mnie
-Proszę.- przykrył mnie kocem i czule pocałował w czoło
-Dziękuję- delikatnie się uśmiechnęłam
Uwielbiam takie popołudnia jak dziś. Tylko ja i Harry. Chłopaki mieli jakaś niespodziankę dla Alex, więc zostaliśmy sami.
-Z mlekiem.?- usłyszałam głos Harrego
-Tak..- krzyknęłam. Po chwili loczek pojawił się na tarasie
-Uwaga, bo gorące- wręczył mi kubek z kawą i usiadł obok
-Jak się czujesz.?
-Dobrze- zamoczyłam brzegi ust w kawie
-Chodź do salonu..
-Wole posiedzieć tutaj..
-Dobrze, ja zaraz wracam. Idę jeszcze po ciastka- wstał z huśtawki
Poczułam nagle straszny ścisk w brzuchu. Ból był nie do opisania. Zaczęłam krzyczeć. Od razu zjawił się prz mnie Harry..
-Co się dzieje.?- spytał
-Boli...- szeptałam.
Ból sprawiał, że nie mogłam wydusić z siebie słowa. Harry wziął mnie na ręce i podprowadził pod bramę. Otworzył przede mną drzwi od samochodu i wsiadł za kółko. Ból z każdą chwila stawał się coraz silniejszy, łzy płynęły po moich policzkach niczym górski potok. Harry jechał z ogromną prędkością, ale wcale o tym nie myślałam. Loczek ostro zahamował, ale na szczęście obydwoje byliśmy przypięci. Po chwili ruszył ponownie, zwiększając wcześniejszą prędkość. Niedługo później byliśmy już w szpitalu. Harry usadził mnie na wózku i podszedł do pielęgniarki.
-Lekarza, niech pani wezwie lekarza.!- krzyczał spanikowany
-Spokojnie, lekarz zaraz przyjdzie.
-Zaraz.?! On ma być natychmiast.!
-Niech pan się uspokoi. Lekarz zaraz przyjdzie.- mówiła łagodnym tonem pielęgniarka
Harry kłócił się z pielęgniarką do czasu, aż nie pojawił się lekarz. Doktor stwierdził, że to już czas, że za chwilę urodzę. Zabrał mnie na porodówkę. Harry cały czas był przy mnie, trzymał mnie za rękę. Po moich policzkach spływały łzy, kreśląc na nich tuszem czarne ślady. Po chwili na świat przyszedł mój mały skarb, mały mężczyzna, którego od razu pokochałam. Był taki śliczny, na jego twarzy także widać było słone łzy. Strasznie płakał. Harry spojrzał na niego, po chwili, na mnie po czym szeroko się uśmiechnął. On także nie mógł powstrzymać emocji i się popłakał.
-Gratulacje- powiedział doktor
-Dziękujemy- odparliśmy niemal równocześnie
Po kilkunastu minutach mogłam nareszcie przytulić się do małego. Harry wziął go na ręce i zaczął szeptać mu jak bardzo go kocha. Po chwili oddał go ponownie w moje ręce i położył się obok mnie. Patrzyliśmy na naszego synka w milczeniu, delikatnie się uśmiechając. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
* Oczami Oli *
Wyszłam na taras się przewietrzyć. Usiadłam na huśtawce. Poczułam podmuch zimnego wiatru.
-Harry, kochanie.?- zawołałam
-Tak.?
-Przyniesiesz mi koc.?
-Oczywiście.-odpowiedział a po chwili stał już przy mnie
-Proszę.- przykrył mnie kocem i czule pocałował w czoło
-Dziękuję- delikatnie się uśmiechnęłam
Uwielbiam takie popołudnia jak dziś. Tylko ja i Harry. Chłopaki mieli jakaś niespodziankę dla Alex, więc zostaliśmy sami.
-Z mlekiem.?- usłyszałam głos Harrego
-Tak..- krzyknęłam. Po chwili loczek pojawił się na tarasie
-Uwaga, bo gorące- wręczył mi kubek z kawą i usiadł obok
-Jak się czujesz.?
-Dobrze- zamoczyłam brzegi ust w kawie
-Chodź do salonu..
-Wole posiedzieć tutaj..
-Dobrze, ja zaraz wracam. Idę jeszcze po ciastka- wstał z huśtawki
Poczułam nagle straszny ścisk w brzuchu. Ból był nie do opisania. Zaczęłam krzyczeć. Od razu zjawił się prz mnie Harry..
-Co się dzieje.?- spytał
-Boli...- szeptałam.
Ból sprawiał, że nie mogłam wydusić z siebie słowa. Harry wziął mnie na ręce i podprowadził pod bramę. Otworzył przede mną drzwi od samochodu i wsiadł za kółko. Ból z każdą chwila stawał się coraz silniejszy, łzy płynęły po moich policzkach niczym górski potok. Harry jechał z ogromną prędkością, ale wcale o tym nie myślałam. Loczek ostro zahamował, ale na szczęście obydwoje byliśmy przypięci. Po chwili ruszył ponownie, zwiększając wcześniejszą prędkość. Niedługo później byliśmy już w szpitalu. Harry usadził mnie na wózku i podszedł do pielęgniarki.
-Lekarza, niech pani wezwie lekarza.!- krzyczał spanikowany
-Spokojnie, lekarz zaraz przyjdzie.
-Zaraz.?! On ma być natychmiast.!
-Niech pan się uspokoi. Lekarz zaraz przyjdzie.- mówiła łagodnym tonem pielęgniarka
Harry kłócił się z pielęgniarką do czasu, aż nie pojawił się lekarz. Doktor stwierdził, że to już czas, że za chwilę urodzę. Zabrał mnie na porodówkę. Harry cały czas był przy mnie, trzymał mnie za rękę. Po moich policzkach spływały łzy, kreśląc na nich tuszem czarne ślady. Po chwili na świat przyszedł mój mały skarb, mały mężczyzna, którego od razu pokochałam. Był taki śliczny, na jego twarzy także widać było słone łzy. Strasznie płakał. Harry spojrzał na niego, po chwili, na mnie po czym szeroko się uśmiechnął. On także nie mógł powstrzymać emocji i się popłakał.
-Gratulacje- powiedział doktor
-Dziękujemy- odparliśmy niemal równocześnie
Po kilkunastu minutach mogłam nareszcie przytulić się do małego. Harry wziął go na ręce i zaczął szeptać mu jak bardzo go kocha. Po chwili oddał go ponownie w moje ręce i położył się obok mnie. Patrzyliśmy na naszego synka w milczeniu, delikatnie się uśmiechając. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
